Sentencja de nullitate – sprzymierzeniec czy wróg małżeństwa?

Drukuj

/publikacja w: Między kryzysem w rodzinie a kryzysem rodziny, Katowice 2011 

"Godność małżeństwa, które między ochrzczonymi jest <<obrazem przymierza miłości Chrystusa i Kościoła oraz uczestnictwem w nim>> domaga się, aby Kościół, małżeństwo i opartą na związku małżeńskim rodzinę, ochraniał jak największą troską duszpasterską i bronił wszystkimi środkami jakie posiada”[1]. Prawodawca kościelny, promulgując obowiązującą obecnie Instrukcję procesową odnoszącą się do procesów o nieważność małżeństwa, tymi właśnie słowami ją rozpoczął. Ochrona, obrona i małżeństwo oraz rodzina - słowa, które sugerują, iż chodzi o rzeczywistość względnie kruchą, nie powinny dziwić w czasach, w których pojęcie „kryzysu” instytucji małżeństwa staje się coraz powszechniejsze. Tym ważniejsze jest, iż rozpoczyna się od nich kościelny dokument obecny na półce każdego kościelnego sędziego, cytowany szeroko w wyrokach stwierdzających, iż udowodniono nieważność małżeństwa. Ważniejsze tym bardziej, im częściej w rozmaitych mediach na odpowiednie okoliczności (zdarza się to właściwie cyklicznie, co roku, najczęściej na jego początku, kiedy to do wiadomości publicznej trafiają słowa kolejnego przemówienia papieskiego do Roty Rzymskiej, nie jest to jednak reguła), pojawiają się artykuły o kościelnym procesie o nieważność małżeństwa. „Małżeństwa, których nie było[2]”,  „Przybywa kościelnych rozwodów”[3], „I będę cię kochać aż Kościół uzna, że nas nie było[4]”, to tylko trzy z licznych artykułów w prasie codziennej. Ich konstrukcja zazwyczaj banalna: rodzaj alarmu – Polska jest na szczycie listy rozwodzących się w Kościele (brak cudzysłowu zamierzony, ze względu na ostateczny wydźwięk tychże publikacji), papież napomina kościelne sądy, proces jest drogi, za „spokój sumienia” trzeba dużo zapłacić. O błędach, w przerażających ilościach w tego typu publikacjach się pojawiających mówić szczegółowo nie sposób. Warto jednak zatrzymać się nad specyficzną ich wymową – współczesny kościelny sędzia bowiem (tym bardziej, iż „napominany!”) wydaje się być kimś wrogim w stosunku do małżeństwa.

Nie jest prawdą przede wszystkim, że to ostatnie przemówienia papieskie w szczególny sposób „napominają” prowadzących procesy o nieważność małżeństwa. To nie jest nowa rzeczywistość (choć zrozumiałym jest, iż jako „nowa” co roku przedstawiana przez media daje szansę na zaistnienie kolejnego news’a). Już w XVIII wieku konstytucja papieża Benedykta XIV „Dei miseratione” (1741)[5] była reakcją na nadużycia ze strony nie tylko wiernych, lecz i hierarchii kościelnej w dziedzinie procesów o nieważność małżeństwa. Kardynał Grocholewski dokonując podsumowania liczebnego procesów prowadzonych przez kościelne trybunały na całym świecie, już siedemnaście lat temu pisał o wzroście liczby spraw o 15.000 (!) procent na przestrzeni 18 lat (od 1966 roku do 1984)[6]. Analiza ta dokonana została w kontekście papieskiej „troski” („nie możemy teraz ukryć naszej troski z powodu rosnącej liczby tych procesów” [7]) wyrażonej przez Piusa XII w 1946 roku, która 20 lat później stała się „krzykiem” Pawła VI („krzyczymy na alarm (...) z powodu robiącego ogromne wrażenie wzrostu liczby spraw o nieważność małżeństwa”[8]).  Nie da się ukryć, iż wiele w tych wszystkich sformułowaniach emocji – krzyk, alarm, troska – warto je przytoczyć celem ostudzenia emocji współczesnego dziennikarza publikującego niedługo po kolejnym przemówieniu papieskim. Rzecz nie jest nowa. A kościelni sędziowie nie stali się kimś wrogim wobec małżeństwa. Niestety rozpowszechnianie takiej opinii (nawet implicite zawartej w niektórych sugestiach przedstawianych w mediach) skutkuje niejednokrotnie konfuzją w sumieniu poszczególnych wiernych, których sąd kościelny powołuje na świadków w procesie. Ileż to razy zdarza się, iż do kancelarii sądu dzwoni ktoś informujący, iż nie stawi się do złożenia zeznań (pismo wzywające zawiera często klauzulę – „stawienie się w sądzie jest obowiązkiem sumienia”), gdyż jego sumienie nie pozwala mu na branie udziału w kościelnym rozwodzie. Ponownie: brak cudzysłowu zamierzony.

Wszystkie te okoliczności sprawiają, iż warto jest poświęcić uwagę rzetelnemu przyjrzeniu się czym naprawdę jest orzeczenie nieważności małżeństwa w Kościele. Czy faktycznie „sprawy źle się mają” i prawodawca kościelny (być może mając nawet na uwadze dobro wiernych, którzy chcieliby „duszpastersko” rozwiązać problem swojej sytuacji prawnej, będącej skutkiem pozostawania w małżeństwie cywilnym z powodu przeszkody poprzedniego węzła małżeńskiego) robi wszystko, by tylko umożliwić każdemu przystępowanie do sakramentów? Mogłoby się tak wydawać – zwłaszcza, iż w obowiązującym obecnie Kodeksie Prawa Kanonicznego promulgowanym w 1983 r. przez Jana Pawła II, pojawiły się nowe – w stosunku do „starego” kodeksu z 1917 r. – tytuły nieważności małżeństwa. Tak jednak nie jest. „Nowe” oznacza bowiem zawsze „dostosowane do rozwoju” różnych dziedzin nauki o człowieku (rozwój psychologii i psychiatrii na przykład wpłynął właśnie na poszerzenie spektrum wad zgody małżeńskiej z przyczyn natury psychicznej – słynny kan. 1095 3o). Nie oznacza „luźniej” i „z mniejszym szacunkiem” wobec świętego węzła małżeńskiego. Specyficzna elastyczność prawa kościelnego nigdy nie jest drogą ku jego relatywizacji. Jest to raczej takie wyjście naprzeciw jednostce, które wyraża pastoralny charakter prawa kościelnego - sędzia kościelny nie przestaje być przecież  jednocześnie pasterzem. Benedykt XVI w adhortacji posynodalnej Sacramentum Caritatis, omawiając problematykę związaną z trudną sytuacją wiernych stojących przed dylematem nieważności małżeństwa, nie mówi wprost: sędziowie, lecz używa określenia pasterze. „Pasterze, z miłości dla prawdy, są zobowiązani dobrze rozeznawać różne sytuacje, aby w stosowny sposób wspierać duchowo wiernych, których to dotyczy”[9]. To podkreślanie pasterskiej funkcji trybunału kościelnego jest konsekwentnym krokiem na drodze recepcji wytycznych Soboru Watykańskiego II. Zgodnie z posoborowymi wskazaniami Stolicy Apostolskiej, ukazywanie ogólnych podstaw teologicznych prawa w Kościele i szczegółowych podstaw teologicznych jego instytucji powinno uwidaczniać ducha ożywiającego je w odróżnieniu od innych praw, oraz jego funkcję pasterską[10]. Ta szczególna, pasterska funkcja prawa, leży u podstaw samej działalności normatywnej Kościoła w ogóle: władzę ustawodawczą w Kościele wykonują osoby powołane do działania in persona Christi[11], prawodawca kościelny to pasterz in genere: papież i biskupi. Sprawuje on urząd, który (jak każdy urząd w Kościele) znajduje swoje uzasadnienie w misji Kościoła, mając za sobą autorytet wiary[12].

Kościół wprowadził procesy małżeńskie, aby odróżnić prawdziwe małżeństwa od konkubinatów. Chodziło o dobro nie tylko wspólnoty kościelnej, lecz również poszczególnego wiernego.  Do 1100 r. jednak (co współcześnie zapewne może dziwić), prawo małżeńskie kościelne było związane z kościelnym prawem karnym. Rozróżnienie „indywidualistyczne” i rola procesu jako mającego dać pewność, iż żyje się w związku ważnym, są stosunkowo późniejsze[13]. P. Landau określa to wcześniejsze jako ukierunkowane „społecznie” i przywołuje przykład małżeństwa Filipa I, króla Francji. Tenże Filip bowiem miał za żonę Bertę. W 1092 r. wyrzucił ją by związać się z inną – niejaką Bertradą. Przyczyna wydaje się na dzień dzisiejszy trywialna – otóż Berta była zbyt gruba i nie odpowiadała już ideałowi królewskiego piękna. Dotychczasowy mąż nowej żony w sumie też był zadowolony – wcześniej pięć razy zawierał bowiem małżeństwo, aż w 1094 r. z powodu zbyt dużej liczby kobiet nakazano mu, by nowe małżeństwo zawarł jedynie za zgodą kościelną. Nowy związek króla został pobłogosławiony przez biskupa, choć sprawa była dość sporna – zgodnie z ówcześnie panującym prawem istniały w tym wypadku aż cztery przeszkody: dwie istniejącego węzła małżeńskiego (poprzednie małżeństwa zarówno króla, jak i jego nowej narzeczonej), jedna cudzołóstwa i wreszcie pewien stopień pokrewieństwa[14]. O drugim „typie” procesu, a raczej rozumienia stwierdzenia nieważności „społecznie”, bądź „indywidualistycznie”, można mówić w odniesieniu do przypadku Ludwika – wnuka Filipa. Poślubił on bowiem 15 - letnią Eleonorę. Tak się jednak złożyło, iż brakowało męskiego potomka dla zapewnienia ciągłości dynastii. Rozłączyli się zatem powołując przy tym na przeszkodę pokrewieństwa. Tyle przykłady – cytowane za autorem, zdaniem którego dla pierwszego z królów rozłączenie z małżonką było rodzajem kary. Inaczej dla Eleonory – dla niej bowiem było ono uwolnieniem[15].

„Uwolnienie”  wydaje się być w tym kontekście bardzo niewłaściwym słowem. Wytwarza bowiem wrażenie, iż Kościół „nakłada więzy”, w tym wypadku „węzeł małżeński”, a później szuka dróg ich rozwiązania. Ta logika jednak obca jest prawu kościelnemu – ulegało ono i ulega przecież nieustannemu rozwojowi, aż do czasów współczesnych, w których owa optyka „sankcji” – zwłaszcza po Soborze Watykańskim II i wielu latach prac nad nowym kodeksem – pozostaje zupełnie obca. A jednak przecież właśnie o pewne „uwolnienie” chodzi. Człowieka, który najczęściej ma za sobą nieudane małżeństwo, zawiera małżeństwo cywilne, związany jednak przeszkodą węzła małżeńskiego pozbawiony jest możliwości zawarcia drugiego małżeństwa kościelnego. Co za tym idzie: nie przystępuje do sakramentów. To „uwolnienie” jednak nie dotyczy „zerwania” poprzedniego węzła (na boku pozostawmy w tym kontekście wszystkie inne, poza procesem o nieważność małżeństwa, możliwości). Jest raczej daniem wiernym możliwości, by nie trwali w związkach małżeńskich nieważnych. O sprawiedliwość zatem chodzi – każdy bowiem ma prawo zawrzeć małżeństwo, ważne małżeństwo – dodajmy. Tu pojawia się, rzecz jasna, kwestia samej sentencji de nullitate, czyli wyroku stwierdzającego nieważność małżeństwa.

Sąd stosując prawo nie zmienia sytuacji prawnej stron, lecz orzeka o pewnej prawdzie i tym samym wymierza sprawiedliwość[16]. 13 listopada 2002 r. M. F. Pompedda w swoim przemówieniu na rozpoczęcie roku akademickiego Studium Roty Rzymskiej podkreślił ten aspekt orzekania prawdy przez sędziego kościelnego, używając swoistej gry słów w języku włoskim i mówiąc o „dawaniu sprawiedliwości” i „mówieniu sprawiedliwości”[17]. Pojawiła się również sugestia, aby nazwę „vicarius iudicialis” zastąpić terminem „vicarius iustitiae”. Argumentowano to podstawowym zadaniem sędziego, który przez swoje decyzje stosuje ustawę do konkretnej sytuacji życiowej wiernego i określa, co jest sprawiedliwe. „Być może byłoby jeszcze bardziej wyraziście i trafnie określić go jako Vicarius justitiae zamiast Vicarius judicialis. Wyraziłoby to jeszcze lepiej, że jest sługą, obrońcą i gwarancją sprawiedliwości, a nie tylko sługą ustawy, legalności” [18].

Do sędziego zatem należy przede wszystkim rozpoznanie i orzeczenie prawdy. Prawdy o małżeństwie. Jego funkcja podobna jest do pracy badacza, dzięki niemu przekonanie o prawdzie ma zostać zweryfikowane, a prawda „odnaleziona”[19]. Ów badawczy aspekt pracy sędziego faktycznie leży u podstaw europejskiego procesu spornego, który wywodzi się z rzymskiego procesu kognicyjnego i uniwersyteckiej dysputy. Jej metodę, opartą na triadzie: „quaestio disputata” – „videtur quod” – „sed contra”, przedłożeniu argumentów i wyciągnięciu wniosków, przeniesiono do sal sądowych. Cała zaś dysputa odbywała się pod nadzorem mistrza czuwającego nad rzetelnością argumentacji i precyzją procesu wnioskowania[20]. To samo zadanie ma sędzia mający spełnić posługę prawdzie – „ministerium veritatis”. W związku z podstawowym zadaniem sędziego, jakim jest orzeczenie prawdy na podstawie dowodów („dowody zaś sędzia powinien oceniać w swoim sumieniu...”[21]), szczególną uwagę zwraca się na wymagania, jakie stawiane są tym, którzy mają podjąć się tego zadania[22]. Kanon stanowi: „Zarówno wikariusz sądowy, jak i pomocniczy wikariusze sądowi winni być kapłanami nienaruszonej sławy, doktorami, lub przynajmniej licencjatami prawa kanonicznego, mającymi nie mniej niż trzydzieści lat[23]. To samo – z wyjątkiem ograniczenia wiekowego – wymagane jest w odniesieniu do innych sędziów diecezjalnych, którymi powinni być duchowni, bądź świeccy (za zezwoleniem Konferencji Episkopatu)[24]. We wspomnianym wyżej przemówieniu M.F.Pompedda zwraca uwagę na trzy profile osoby i osobowości (persona e personalità) sędziego kościelnego: ludzki, sądowy i kościelny (eklezjalny)[25]. Profil ludzki wymaga od niego przede wszystkim dojrzałości osobowej. To właśnie – zdaniem Pompeddy – jest przyczyną powoływania do kolegiów sędziowskich przede wszystkim duchownych, których dojrzałość weryfikuje się już przed przyjęciem przez nich święceń. Podkreśla on przy tym, iż świeccy – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – sprawujący posługę sędziego kościelnego, również powinni charakteryzować się odpowiednią dojrzałością, która powinna zostać zweryfikowana. Trudno przy tym określić dokładnie, na czym owa dojrzałość osobowa ma polegać – Pompedda wskazuje na takie elementy, jak: zdolność do sądzenia samego siebie (la capacità di giudicare se stesso), która ostatecznie sprawia, iż jest się zdolnym do sądzenia w oderwaniu od osobistego punktu widzenia (w sensie dystansu do samego siebie), zdolność do właściwej oceny „czasów” (la capacità di giudicare il proprio tempo), znajomość współczesnego sobie stylu życia, propagowanych hierarchii wartości i sposobów postępowania. Te elementy powinny pomóc sędziemu kościelnemu we właściwym poznaniu cech ludzi, w sprawach których ma orzekać[26]. Profil „sądowy” dojrzałej osobowości sędziego ma – zdaniem Pompeddy – polegać na odpowiedniej, aktualnej i kompletnej wiedzy, oraz wewnętrznej wolności i niezależności zewnętrznej[27]. Przy omówieniu „profilu eklezjalnego” autor woli odnieść się do „eklezjalności”, niż do „duchowości”[28]. Twierdzi przy tym, iż „duchowość” zawiera się i jest potwierdzona przez „eklezjalność” właściwą sędziemu kościelnemu, w swoim podstawowym zaś wymiarze, sama „duchowość” charakteryzuje każdego sędziego, również cywilnego. Ten eklezjalny wymiar osobowości sędziego kościelnego bazuje na jego poczuciu bycia częścią Kościoła i pilnym strzeżeniu tożsamości swojego ministerium sprawiedliwości[29].

Prawda zatem, która jest zasadą działania trybunałów kościelnych, w szczególny sposób – jak zostało to już zauważone -  przynależy do posługi sędziego. To on w szczególny sposób ma realizować przepis kanonu 1446 o unikaniu sporów w Ludzie Bożym i realizacji sprawiedliwości, skoro „na początku sprawy, a także w każdym innym czasie, dostrzegając jakąkolwiek nadzieję dobrego wyniku, powinien zachęcić strony i dopomóc im, by szukały słusznego rozwiązania sporu przez wspólne porozumienie, i wskazać odpowiednie do tego drogi, korzystając także z pośrednictwa poważnych osób”[30], zaś celem zachowania bezstronności i zapewnienia jak największego obiektywizmu nie powinien „przyjmować sprawy, w której w jakiś sposób jest zainteresowany z racji pokrewieństwa lub powinowactwa, w jakimkolwiek stopniu linii prostej i aż do czwartego stopnia linii bocznej, albo z racji sprawowania opieki i kurateli, wielkiej zażyłości czy niechęci, spodziewanej korzyści lub uniknięcia szkody”[31] i nie powinien w tej samej sprawie wyrokować w innej instancji, jeśli „występował w sprawie jako sędzia, rzecznik sprawiedliwości, obrońca węzła, pełnomocnik, adwokat, świadek lub biegły”[32].

Tematyka posługi sędziego jako sługi prawdy, który „z miłości dla prawdy” powinien dobrze rozeznawać, nie jest nowa, a szczególne zadanie orzekania prawdy, które wykonuje sędzia kościelny poprzez wydawanie wyroków w sprawach mu przedstawionych przez strony, było niejednokrotnie tematem wypowiedzi papieskich. Przewijała się wielokrotnie w wypowiedziach papieży, znajdowała miejsce w licznych publikacjach. 1. października 1942 roku papież Pius XII zwracając się do Roty Rzymskiej w swoim przemówieniu podkreślił priorytetowy charakter prawdy będącej przedmiotem badań w procesie sądowym. Przemówienie to w szczególny sposób dotyczy pewności moralnej, którą osiągnąć ma sędzia, to prawda jednakowoż leży w centrum poruszanej problematyki. Papież mówi bowiem o dwóch skrajnych stanowiskach, jakimi są: pewność absolutna, przy osiągnięciu której żadna możliwa wątpliwość o prawdzie faktu i nieistnieniu przeciwieństwa nie wchodzi w grę – ta jednak jest w wielu przypadkach nieosiągalna dla ludzi, oraz prawdopodobieństwo, które jednak nie jest wystarczającym dla wydania sentencji[33]. Używa również sformułowania podkreślającego podstawową wartość prawdy w procesie: przeciwko niej i jej „pewnej świadomości” nie ma ani domniemań, ani przywilejów prawa[34]. Kończy zaś swoje przemówienie używając wyrażenia, które stanie się w przyszłości inspiracją dla kolejnych papieskich przemówień: „Il mondo ha bisogno della verità che è giustizia, e di quella giustizia che è verità”[35] – „świat potrzebuje prawdy, która jest sprawiedliwością i sprawiedliwości, która jest prawdą”. 13. grudnia 1961 roku Jan XXIII, przemawiając do Roty Rzymskiej, użył sformułowania „ministerium veritatis”, które również stało się inspiracją dla następców. Rację całej działalności trybunałów kościelnych umiejscowił papież w ukierunkowaniu na cel nadprzyrodzony: postrzega ją w zbawieniu dusz, dobru wierzących, a jej podstawę w posłudze prawdy[36]. W swoim ostatnim przemówieniu do Roty, w dniu 28. stycznia 1978 roku Paweł VI stwierdził, iż prawo kanoniczne przewiduje drogę wyznaczoną przez precyzyjne normy – proces. Osią tej drogi jest zdaniem papieża poszukiwanie prawdy obiektywnej, a jej celem wymierzenie sprawiedliwości[37]. Z kolei w 1980 roku Jan Paweł II zwracając się do członków Roty Rzymskiej w swoim corocznym przemówieniu, stwierdził, że wszystkie akty sądu kościelnego powinny być „źródłem prawdy”[38]. W roku 1990 przypomniał, iż „porządek prawny Kościoła, prawa i nakazy, uprawnienia i obowiązki, które z niego wypływają, muszą zbiegać się z celem nadprzyrodzonym”[39]. Osiem lat później, 28 stycznia 1998, określił relację pomiędzy prawdą a sprawiedliwością jako relację odzwierciedlania. Powołał się w tym kontekście na cytowane już sformułowanie Piusa XII z roku 1942: „Już mój wielki poprzednik Pius XII, zwracając się do Roty, autorytatywnie przestrzegał: Świat potrzebuje prawdy, która jest sprawiedliwością i takiej sprawiedliwości, która jest prawdą. Sprawiedliwość Boża i prawo Boże są odbiciem boskiego życia. Również jednak ludzka sprawiedliwość powinna wzmóc wysiłek odzwierciedlenia prawdy...”[40]. W tym samym przemówieniu Jan Paweł II przestrzegł jednocześnie przed instrumentalizacją sprawiedliwości (nawet w przypadku szczerych założeń działania w interesie pewnych form duszpasterstwa) polegającą na niedopełnieniu warunku oparcia jej na prawdzie. Konsekwencją takiego instrumentalnego potraktowania sprawiedliwości może być – zdaniem papieża – powstanie sytuacji prowadzących do braku zaufania u wiernych, wystawionych na pokusę zauważenia jedynie walki, a nie wspólnego wysiłku, aby żyć wedle prawa i sprawiedliwości[41]. Sędzia kościelny zatem winien pełnić ministerium veritatis, posługę prawdy, konkluduje Jan Paweł II, powołując się w tym kontekście na zacytowane już sformułowanie Jana XXIII z jego przemówienia do Roty Rzymskiej z dnia 13 grudnia 1961 roku.

Wspomniana już wyżej refleksja Benedykta XVI o pasterskim wymiarze rozeznawania przez sędziego kościelnego różnych sytuacji życiowych wiernych, celem wspierania ich, wpisuje się w ten szeroki nurt poszukiwania prawdy o małżeństwie, oraz procesu o jego nieważność. Jego refleksja o Eucharystii i nierozerwalności małżeństwa prowadzi - z oczywistych względów - do poruszenia tematu życiowej sytuacji tych, którzy zawarli małżeństwo, rozwiedli się i weszli w nowe związki. To w odniesieniu do nich Benedykt XVI przypomina pasterzom, iż powinni podejmować kroki zmierzające do zweryfikowania zasadności poważnych wątpliwości odnośnie do ważności zawartego małżeństwa, o ile takie zaistnieją i faktycznie są poważne, podkreślając jednocześnie priorytetowe znaczenie prawdy w tym procesie weryfikacji. O prawdę zatem chodzi. Prawdę, która nigdy nie jest abstrakcyjna, lecz konkretyzuje się w życiu każdego wiernego. Prawdę, która jednocześnie w wielu sytuacjach życiowych wymaga orzeczenia poprzez rozstrzygnięcie wyrokiem, czego ma dokonać sędzia kościelny.

„Małżeństwa, których nie było”,  „Przybywa kościelnych rozwodów”, „I będę cię kochać aż Kościół uzna, że nas nie było”, to tytuły z pewnością nośne. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż (niezależnie od założeń autora) świadczą o swoistej frustracji, która jest w nich wyraźnie widoczna. To „nie było” jest – rzecz jasna – niezgodne z prawdą. Czym innym jest „małżeństwo nieistniejące”, czym innym zaś „nieważne”. Niemniej jednak frustracja pojawić się może, zwłaszcza, gdy prawda o małżeństwie, którą orzeknie sędzia kościelny, nie jest tożsama z tą prawdą, którą w odniesieniu do własnego małżeństwa „ma” wierny skarżący jego ważność, bądź też druga strona. „Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego”[42]. Przedmiotem procesu jest zatem pytanie, czy poprzez stwierdzenie wszystkich faktów obiektywnych, stanowiących podstawę nieważności, i przyporządkowanie ich normom prawa, udowodniono tę nieważność w odniesieniu do konkretnego małżeństwa. W kanonistyce istnieje wiele innych słów określających prawdę[43], wśród nich pojawia się rozróżnienie pomiędzy prawdą formalną i materialną. Pierwsza oznacza „zgodność sądu z faktami podanymi arbitrowi przez strony podczas trwania rozprawy”[44]. Jednak założenie wyrokowania wedle niej prowadziłoby do orzekania niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy, jest ona bowiem obrazem faktów, jaki mają strony (element subiektywny nabiera tu więc ogromnego znaczenia). Obraz faktu nie jest jednakowoż samym faktem, a organ władzy, który prawo stosuje, niemal nigdy nie jest bezpośrednim obserwatorem faktów. Między faktami a ich obrazem może pojawić się odkształcenie (zresztą w istocie nieuniknione przy poznawaniu rzeczywistości przez człowieka)[45]. Sędzia zobowiązany jest dołożyć wszelkich starań, aby dojść do orzeczenia zgodnego z prawdą materialną, to jest takim obrazem faktów, który zgodny jest z ich rzeczywistym kształtem[46]. Na tym właśnie polega jego rola faktycznej ochrony małżeństwa, o której prawodawca wspomina na samym początku obowiązującej obecnie Instrukcji procesowej stosowanej w procesach o nieważność małżeństwa. Orzeczenie zgodne z prawdą materialną, stwierdzenie prawdy o małżeństwie, tym konkretnym, które stało się przedmiotem procesu o nieważność, jest tym samym wyrazem rzeczywistej troski Kościoła o małżeństwo. Sentencja de nullitate, czyli wyrok orzekający nieważność małżeństwa (po odkryciu prawdy materialnej o tymże małżeństwie) nie jest wrogiem węzła małżeńskiego. Favor matrimonii, czyli prawne domniemanie jego ważności, o ile nie udowodni się czegoś przeciwnego, w najbardziej konkretny sposób ukazuje właściwość relacji pomiędzy kościelnym sędzią i małżeńskim węzłem. Pozostaje ufać i mieć nadzieję, iż wszyscy stosujący prawo w Kościele, jak i ci, którzy się do nich zwracają, veritas matrimonii, prawdę o małżeństwie, ustanowią priorytetem w swoim postępowaniu. Do tego bowiem są zobowiązani poprzez jedność celu. Nie jest nim orzeczenie nieważności. Nie jest nim jakkolwiek pojmowany „kościelny rozwód”. Lecz jest nim dobro duszy ludzkiej, tak samo, jak stanowi ono ostateczny cel całego prawa kościelnego[47].



[1]     Pontificium Consilium de Legum Textibus, Instructio servanda a tribunalibus dioecesanis et interdioecesanis in pertractandis causis nullitatis matrimonii (Dignitas Connubii), (25.01.2005), wprowadzenie. Città del Vaticano 2005, tłum. pol. w: Komentarz do Instrukcji procesowej „Dignitas connubii”, red. T. Rozkrut,  Sandomierz 2007, 17.

[2]     S.Cichy, A.Minorczyk – Cichy, Małżeństwa, których nie było, Dziennik Zachodni 18/19616 (22.01.2010).

[3]     S.Czubkowska, Przybywa kościelnych rozwodów, Dziennik Gazeta Prawna 170 (01.09.2010).

[4]     M.Bielesz, M.Szlachetka, I będę cię kochać aż Kościół uzna, że nas nie było, Gazeta Wyborcza 213/7031 (11-12.09.2010).

[5]     Papież ubolewa w niej nad lekceważeniem nierozerwalności małżeństwa, które sprawia, iż niektórzy zawierają pierwsze, drugie, trzecie małżeństwo, a następnie dążą jeszcze do zawarcia czwartego. Konkluduje przy tym: „Nos autem, his intellectis, gravi affecti dolore, intimo aniomo ingemuimus, et non praetermisimus Apostolicae nostrae sollicitudinis partes in Domino adimplere”. Benedykt XIV, Konstytucja Apostolska Dei miseratione (3.11.1741). w:  Codicis Iuris Canonici Fontes, cura P.Gasparri, Romae 1926, vol. I, 695-701.

[6]     Z.Grocholewski, Processi di nullità matrimoniale nella realtà odierna, Studi Giuridici 17 (1993) 11-23.

[7]     Pius XII, Ad Praelatos Auditores ceterosque Officiales et Administros Tribunalis S.Romanae Rotae necnon eiusdem Tribunalis Advocatos et Procuratores, 6.10.1946, AAS 38 (1946) 395.

[8]     Paweł VI, Ad Praelatos Auditores, Officiales et Advocatos Tribunalis Sacrae Romanae Rotae, novo litibus iudicandis ineunte anno coram admissos, 25.01.1966, AAS 58 (1966) 152-155, 154.

[9]     Benedykt XVI, Adhortacja Sacramentum Caritatis (22.02.2007),  AAS 99 (2007) 104-180. Tłum. pol.: Sacramentum Caritatis, Kraków 2007, 61.

[10]   „In ea tradenda disciplina indicentur fundamenta theologica generalia Iuris Canonici, et particularia cuiusque instituti iuridici. Hac ratione efferetur spiristus quo animatur ius Ecclesiae - aliter atque cetera iura -, eiusque munus pastorale”. Sacra Congregatio pro Institutione Catholica, De doctrina iuris canonici candidatis ad sacerdotium tradenda, (02.04.1975), Periodica, 64 (1975) fasc. 3, VI.

[11]   R. Sobański, Prawo a wolność osoby odrodzonej we chrzcie, Prawo Kanoniczne 20 (1977) nr 3-4, 51.

[12]   Pociąga to za sobą daleko idące konsekwencje. Długo nie odróżniano w ogóle głoszenia wiary od stanowienia praw. R. Sobański, Duch i funkcja prawa kościelnego, Prawo Kanoniczne 27 (1984), nr 1-2, 23.

[13]   P.Landau, Ehetrennung als Strafe, w: Zeitschrift der Savigny – Stiftung für Rechtsgeschichte 1995, Kanonistische Abteilung 81 (1995) 148-188.

[14]   Tamże, 155.

[15]   Tamże, 158.

[16] „...la legge canonica prevede un cammino segnato da norme precise – il processo appunto -, che è come un binario di scorrimento, il cui asse è precisamente la ricerca della verità oggettiva ed il cui punto terminale è la retta amministrazione della giustizia.” Paweł VI, Ad Tribunalis Sacrae Romanae Rotae Decanum, Praelatos Auditores, Officiales et Advocatos, ineunte anno iudiciali, AAS 70 (1978) 182.

[17] „ La nostra formazione giuridica, non già formalistica, ma comunque attenta sinceramente all'ontologia, ci impedisce queste derive (giuridicamente parlando), rendendoci attenti al giusto più che al pronunciato. Nondimeno ritengo debba crescere la sensibilità e l'attenzione da parte di tutte le componenti del mondo giuridico, verso colui, cioè la persona, che è chiamato a dare giustizia e a dire giustizia.” M.F.Pompedda, Il giudice ecclesiastico, Quaderni dello studio rotale 13 (2003) 22.

[18] „Dies ist vielleicht der Titel, der der Aufgabe des Richters am besten entspricht. Er ist der Vermittler der Gerechtigkeit, weil er durch seine Entscheidungen das Gesetz auf das Leben anwendet, das Handeln mit den Rechten in Harmonie bringt, richtig bestimmt, was gerecht ist. Der Richter muβ nach einem Wort des Aristoteles, das Thomas von Aquin erwähnt und die päpstlichen Lehräuβerungen wiederholt auf den kirchlichen Richter anwenden, gewissermaβen eine lebendige, beseelte Gerechtigkeit sein. Denn seine Sendung ist es nach den Worten Pius XII., ein Abbild der Gerechtigkeit Gottes zu sein, mag es sich nun darum handeln, Streitigkeiten zu schlichten oder Verfehlungen einzudämmen. Vielleicht wäre es noch ausdrucksvoller und treffender, ihn als Vicarius justitiae statt als Vicarius judicialis zu bezeichnen. Das würde noch besser zum Ausdruck bringen, daβ er Diener, Verteidiger und Garant der Gerechtigkeit ist, nicht bloβ Diener des Gesetzes, der Gesetzmäβigkeit.” J.L.Acebal, Die Rolle des Richters in Bistum, Concilium 13 (1977) 444.

[19]   R.Sobański, Prawda jako entelechia procesu o nieważność małżeństwa w świetle przemówień Piusa XII do Roty Rzymskiej, Ius Matrimoniale 13/19 (2008) 30.

[20]   Tamże 31.

[21]   Kan 1608, §3.

[22]   „Implicitamente, ma realmente, una forte indicazione circa la persona del giudice proviene dalla disposizione secondo cui ogni giudice deve valutare le prove, in vista della decisione, ex sua conscientia...” M.F. Pompedda, Il giudice ecclesiastico, op. cit., 22.

[23]   Kan. 1420, § 4.

[24]   Kan. 1421.

[25] „Concentrando la nostra attenzione sul giudice, si possono evidenziare tre profili della sua persona: il profilo umano, quello giudiziario e quello ecclesiale. (...) Formazione umana, professionale ed ecclesiale devono intessere armonicamente la persona e personalità del giudice ecclesiastico.” M.F.Pompedda, Il giudice ecclesiastico, op. cit., 23.

[26]   M.F.Pompedda, Il giudice ecclesiastico, op. cit., 23-26.

[27]   Tamże, 26-31.

[28] „Preferisco riferirmi all'ecclesialità, piuttosto che alla spiritualità. Quest'ultima, infatti, è assunta e conformata nell'ecclesialità, ed è propria del giudice ecclesiastico, mentre nella sua semplice natura di spiritualità è propria di ogni giudice, anche secolare.” Tamże, 31.

[29] Tamże.

[30] Kan. 1446, § 2.

[31] Kan. 1448, § 1.

[32] Kan. 1447.

[33] „Vi è una certezza assoluta, nella quale ogni possibile dubbio circa la verità del fatto e la insussistenza del contrario è totalmente escluso. Tale assoluta certezza però non è necessaria per proferire la sentenza. In molti casi raggiungerla non è possibile agli uomini; l'esigerla equivarrebbe al richiedere cosa irragionevole dal giudice e dalle parti: importerebbe il gravare l'amministrazione della giustizia al di là di una tollerabile misura, anzi ne incepperebbe in vasta proporzione la via. In opposizione a questo supremo grado di certezza il linguaggio comune chiama non di rado certa una cognizione che, strettamente parlando, non merita un tale appellativo, ma deve qualificarsi come una maggiore o minore probabilità, perchè non esclude ogni ragionevole dubbio e lascia sussistere un fondato timore di errare. Questa probabilità o quasi-certezza non offre una base sufficiente per una sentenza giudiziaria intorno alla obbiettiva verità del fatto”, Pius XII, Ad Praelatos Auditores, ceterosque Officiales, et Administros Tribunalis Sacrae Romanae Rotae necnon eiusdem tribunalis Advocatos et Procuratores, 1.X.1942, AAS 34 (1942) 339.

[34] Pius XII stwierdza dalej: „Contro la verità e la sua sicura conoscenza non si danno nè presunzioni nè favori di diritto”, tamże.

[35] Tamże.

[36] „La ragione di quanto abbiamo detto è una sola. Questo è il movente di tutta l'azione spirituale della Chiesa nel tempo: la salvezza delle anime, salus animarum. Il suo cuore di madre la porta ad agire e a decidere per il bene di tutti i suoi figli. E questo è lo spirito che informa l'azione dei Tribunali della Chiesa, e, di conseguenza, del giudice ecclesiastico, del difensore del vincolo, come del promotore di giustizia e degli avvocati. È ministerium veritatis, perchè tende primieramente alla salvezza dell'anima di chi ha bisogno di questi tribunali” Jan XXII, Ad Praelatos Auditores, ceterosque Officiales, Advocatos et Procuratores Tribunalis Sacrae Romanae Rotae, 13.XII 1961, AAS 53 (1961) 819.

[37] „Ora, per garantire ai giudici l’atmosfera necessaria per un esame sereno, attento, meditato, complete ed esauriente delle questioni, per assicurare alle parti la reale possibilità di illustrare le proprie ragioni, la legge canonica prevede un cammino segnato da norme precise – il processo appunto -, che è come un binario di scorrimento, il cui asse è precisamente la ricerca della verità oggettiva ed il cui punto terminale è la retta amministrazione della giustizia.” Paweł VI, Ad Tribunalis Sacrae Romanae Rotae Decanum, Praelatos Auditores, Officiales et Advocatos, ineunte anno iudiciali, AAS 70 (1978) 182.

[38] „Tutti gli atti del giudizio ecclesiastico dal libello alle scritture di difesa, possono e debbono essere fonte di verità; ma in modo speciale debbono esserlo gli atti della causa, e, tra questi, gli atti istruttori poiché l’istruttoria ha come fine specifico quello di raccogliere le prove sulla verità del fatto asserito, affinché il Giudice possa, su questo fondamento, pronunziare una sentenza giusta”, Jan Paweł II, Ad Tribunalis Sacrae Romanae Rotae Decanum, Praelatos Auditores, Officales et Advocatos, novo Litibus iudicandis ineunte anno: de veritate iustitiae matrae, 4.II. 1980, AAS 72 (1980) 174.

[39] Jan Paweł II, Ad Romanae Rotae Praelatos, auditores, officiales et advocatos anno iudiciali ineunte, 18.I.1990, AAS 82 (1990) 874 (tłum. moje).

[40] Jan Paweł II, Ad Romanae Rotae iudices et administros coram admissos, 28.I.1994, AAS 86 (1994) 948 (tłum. moje).

[41] Jan Paweł II stwierdza: „Per contro, la strumentalizzazione della giustizia al servizio di interessi individuali o di forme pastorali, sincere forse, ma non bassate sulla verità, avrà come conseguenza il crearsi di situazioni sociali ed ecclesiali di sfiducia e di sospetto, in cui i fedeli saranno esposti alla tentazione di vedere soltanto una lotta di interessi rivali, e non uno sforzo comune per vivere secondo diritto e giustizia”, tamże.

[42] Kan. 1060.

[43]   Np. absolutna, doktrynalna, prawda strony procesowej, prawda świadka, prawda promotora sprawiedliwości, prawda wynikająca z presumpcji prawnej. Por. A. Brzemia – Bonarek, Dopuszczalność dowodów zdobytych w sposób niegodziwy w kanonicznym procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa, Katowice 2007, 28.

[44] Tamże.

[45] T.Stawecki, P.Winczorek, Wstęp do prawoznawstwa, Warszawa 2002, 184.

[46] Tamże, 183.

[47]     Por. Kan. 1752.